Nowy pokój i pościel

Dochodziła prawie dziewiąta wieczorem, gdy statek zatrzymał się w Kingsporcie. Po chwili wszyscy troje znaleźli się na przystani wypełnionej różnobarwnym tłumem. Ania rozglądała się dokoła ze smutkiem, lecz w chwilę potem znalazła się już w przyjacielskich objęciach Priscilli Grant, która przybyła do Kingsportu jeszcze w sobotę. — Nareszcie jesteś, kochanie! Przypuszczam, że czujesz się zmęczona tak jak ja, kiedy dotarłam tutaj przedwczoraj wieczorem. — Zmęczona? Prissy, nie mów o tym. Jestem zmęczona, nieszczęśliwa i czuję się jak opuszczona mała dziewczynka. Na litość boską, zabierz swoją biedną przyjaciółkę dokądś, gdzie mogłaby choć na chwilę zebrać swobodnie myśli. — Zawiozę cię prosto do naszego pensjonatu. Powóz czeka w pobliżu. — Dzięki Bogu, że ty jesteś, Prissy! Gdyby ciebie nie było, usiadłabym chyba na środku jezdni i zatonęłabym w gorzkich łzach. Jakże to miło ujrzeć twarz przyjaciela pośród tylu twarzy zupełnie obcych ludzi! — Aniu, czy to Gilbert Blythe tam stoi? Jakże on urósł i spoważniał w ciągu tych ostatnich lat! Przecież był jeszcze uczniem, gdy ja prowadziłam już szkołę w Carmody. A to jest oczywiście Karolek Sloane. Ten się wcale nie zmienił! Musiał tak samo wyglądać zaraz po urodzeniu i tak samo będzie wyglądał, gdy dobrnie do osiemdziesiątki. Tędy, kochanie! Za dwadzieścia minut będziemy w domu. — W domu! — oburzyła się Ania. — Masz na myśli jakiś wstrętny pensjonat i jeszcze bardziej wstrętny pokój z widokiem na ciemne podwórze. — Ależ ten pensjonat nie jest wcale wstrętny, Aniu. Tutaj jest nasz powóz. Wsiadaj, stangret zabierze twoje walizki. O, naturalnie, pensjonat nie jest najprzyjemniejszym miejscem na świecie, ale jutro rano, po spokojnie przespanej nocy w wygodnym łóżku i pościeli, na pewno będziesz widziała wszystko w innych kolorach. Pensjonat mieści się w starym murowanym domu przy ulicy Świętego Jana, niedaleko od uniwersytetu. Niegdyś dom ten musiał być rezydencją jakichś znakomitych ludzi, lecz obecnie sława ulic Świętego Jana zatonęła w cieniu i wysokie domy śnią tylko o wspaniałych dniach przeszłości. Domy te są tak wielkie, że ludzie postanowili urządzi w nich pensjonaty, aby je jakoś zapełnić. Nasze gospodynie widocznie też wpadły na ten pomysł. Bardzo są miłe, Aniu, naprawdę. — Ileż ich jest tych gospodyń? — Dwie. Panna Hanna Harvey i panna Ada Harvey. Urodziły bliźniętami mniej więcej przed pięćdziesięciu laty. — Widocznie bliźnięta mnie prześladują — uśmiechnęła się Ania. Gdziekolwiek się zwrócę, wszędzie natykam się na bliźnięta. — Och, teraz już one nie są bliźniętami, kochanie. Po ukończeniu trzydziestki przestały być w jednym wieku. Panna Hanna starzeje się z każdym rokiem, gdy tymczasem panna Ada zatrzymała się na trzydziestce i ani rusz dalej. Właściwie nie umiem ci powiedzieć, czy panna Hanna kiedykolwiek w życiu się śmiała, ale za to panna Ada śmieje się ustawicznie, i to, według mnie, jest jeszcze gorsze. Poza tym jednak obydwie są bardzo mile, bardzo dobre i co roku przyjmują dwie pensjonariuszki, bo panna Hanna, jako osoba oszczędna, nie mogłaby żyć nie wykorzystując każdego wolnego miejsca, o czym panna Ada zdążyła mnie już powiadomić siedem razy od soboty wieczór. Co do naszych pokojów, to muszę przyznać, że nie są one miłe i mój istotnie wychodzi na podwórze. Twój pokój jest frontowy, z widokiem na stary cmentarz Świętego Jana, który graniczy z ulicą. — To brzmi naprawdę okropnie! — zadrżała Ania. — Wolałabym już raczej pokój wychodzący na podwórze. — O, nie, to ci się tylko zdaje. Bądź cierpliwa, a zobaczysz. Cmentarz Świętego Jana jest bardzo miły. Jest on jednym z najprzyjemniejszych zakątków w Kingsporcie. Wczoraj zwiedziłam go, tak dla przyjemnej przechadzki. Dookoła otoczony jest wysokim murem i aleją starych drzew. W środku biegną również aleje wysadzane drzewami i jest mnóstwo przedziwnych starych grobowców z równie dziwnymi napisami. Jestem pewna, Aniu, że będziesz tam chodziła uczyć się, zobaczysz. Oczywiście teraz nikogo się już nie chowa na tym cmentarzu. Przed wielu laty postawiono tam piękny pomnik na cześć żołnierzy z Nowej Szkocji, poległych w wojnie krymskiej. Pomnik ten znajduje się naprzeciw wielkiej bramy, w miejscu najodpowiedniejszym do marzeń, jak ty mówisz zazwyczaj. Nareszcie są twoje walizki. Chłopcy idą w naszą stronę, żeby się pożegnać. Aniu, czy koniecznie muszę podać rękę Karolowi Sloane? On ma zawsze takie zimne i wilgotne ręce. Musimy ich zaprosić do siebie. Panna Hanna zapowiedziała mi łaskawie, że wolno nam przyjmować “młodych ludzi” dwa razy w tygodniu, ale pod warunkiem, że będą wychodzili o przyzwoitej godzinie. Panna Ada dodała z uśmiechem, że nie życzy sobie, aby nasi goście siadali na jej pięknych poduszkach. Przyrzekłam, że zwrócę na to uwagę, ale sama nie wiem, gdzie wobec tego mają siedzieć, chyba na ziemi, bo pościel satynowa leży na wszystkich krzesłach i fotelach. Nawet coś w rodzaju poduszki leży na pianinie. Ania roześmiała się serdecznie. Wesoła gadanina Priscilli wprawiła ją w dobry humor. Tęsknota za domem zniknęła i nie powróciła nawet wtedy, gdy Ania wreszcie znalazła się sama w swym maleńkim pokoju. Podeszła do okna i wyjrzała z zaciekawieniem. Ulica tonęła w ciemnościach i w zupełnej ciszy. Ponad wysokimi drzewami cmentarza Świętego Jana zawisła tarcza księżyca, a srebrzyste promienie padały teraz na wielką głowę lwa na pomniku. Ania pomyślała że czas spać i wskoczyła do łóżka na którym leżała pościel jedwabna.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

© Copyright c10.pl 2007   Templates | Stats | Psychiatra | Pelet | Dieta jogurtowa